poniedziałek, 27 października 2014

Jak zamordować kreatywność

Telefony, komputery, nieograniczony dostęp do internetu, gier i innej tego typu rozrywki- to wiele!, ale i nie wszystko co zabija w nas i naszych dzieciach zdrowe, świeże podejście do różnych tematów i problemów jakie stawia nam życie. Kreatywność dzieci umiera od chwili narodzin, kiedy to tata i mama robią mu SŁIT FOTKĘ na facebooka swoim nowym tabletem. Teraz wszyscy dorastamy w jednym schemacie. Szkoła i rodzice usilnie "mordują" w nas kreatywność. Choćby nawet "niechcący".



Jadąc ostatnio pociągiem zobaczyłam jak chłopiec (wyjątkowo żywiołowy;p) nie mogąc usiedzieć na miejscu, próbowało dać upust emocją jakie towarzyszyły mu podczas jazdy skm'ką. W chwilach w których nie patrzył przez okno krzycząc o wszystkim co widzi zadawał miliony pytań ojcu który akurat poświęcał się w całości artykułom w gazecie. Oczywiście wszyscy pasażerowie mieli największą ochotę dzieciaka związać, phiii.. nawet sama chciałam przykleić go tyłkiem do siedzenia! Ale w tym samym momencie bohaterski tata dał synkowi telefon mówiąc "masz, pograj sobie i bądź cicho". Dziecko momentalnie zginęło gdzieś w małym ekranie telefonu taty, zupełnie jakby zostało zahipnotyzowane, bądź wyłączone. I właśnie na podstawie takiego pięknego przykładu stwierdzam, że mordujemy w dzieciach kreatywność, a przecież dzieci to przyszłość! Tak było i będz..ie...albo raczej być powinno.



Każde dziecko rodzi się nie potrafiąc nic, wszystkiego musi się uczyć, wszystko musi sam poznawać i do każdego zwycięstwa sam dążyć. Jednak gdzieś po drodze wciskamy takiemu maluchowi suche schematy do głowy, których będzie musiał się trzymać. Domowa etykieta, szkolne zasady i sztywny modele pracy, który nie angażuje nas do samorozwoju i udoskonalania siebie. Działa -masz robić dokładnie to co powiem.  I wtedy tworzymy małe dorastające "kaleki", które będą się bały wpaść na jakiś innowacyjny pomysł, bo nikt ich nie nauczył, że na takie pomysły wpadać warto!
Dzieci chłoną jak gąbka. Są ciekawe świata, ale i podatne na wpływy innych, więc jeśli raz wpędzimy je w z góry określone tory to dziecko będzie według tych torów myślało do końca życia. Będzie się czuło dobrze jak będzie "bezpiecznie" siedzieć w schemacie i jego szansa na sukces, bądź spełnienie marzeń które po cichu snuje spadną niemal do zera. Ktoś taki nigdy nie zaryzykuje by pójść o krok dalej mając za swoja największą broń WŁASNĄ KREATYWNOŚĆ. Tak wiec nie odbierajmy dzieciom możliwości, a wręcz spróbujmy je troszkę wzmocnić.

Co w dzieciach buduje kreatywność?
Możliwość realizowania swoich pochopnych, dzikich i niekiedy bardzo głupich pomysłów, jak choćby skakanie ze stołu, albo zjeżdżanie na plastikowym motocyklu z szafy. W tym drugim wypadku pomysłodawcą była moja siostra, wykonawcą również. Za malucha wspinała się na dwu metrową szafę i stamtąd zjeżdżała na motocyklu wprost na kanapę, a później na podłogę. Czy obyło się bez "ała"? Nie! I dobrze, bo dziecko zakodowało sobie RAZ: to boli i DWA:to dobra zabawa, ale boli. Potem zaczyna myśleć, czy warto zrobić to raz jeszcze i co trzeba zrobić, aby było fajnie, ale nie bolało. Dzieci mają wspaniały talent kombinatorski. Są w tym o wiele lepsze od swoich rodziców, dziadków, czy starszego rodzeństwa. A dlaczego? Ponieważ ich myślą nic nie przeszkadza, nie muszą martwić się pieniędzmi, tym co na obiad, czy pisaniem wypracowań na studia. Mogą poświecić całkowicie swoją uwagę problemowi , który napotkają. Dzięki temu dzieci potrafią wpadać na naprawdę proste, błyskotliwe pomysły, których pozazdrościć im mogą nawet pomysłodawcy z wyższej półki. Tutaj podam bardzo banalny przykład. Andrew Palham 12 letni chłopiec wymyślił jak przypominać rodzicom, aby nie zapominali o swoich dzieciach wychodząc z samochodu. Mowa tutaj o problemach i sytuacjach jakie mają coraz częściej miejsce nie tylko za granicą, ale i w Polsce, czyli o pozostawianie dzieci przez opiekunów w rozgrzanych autach. Andrew wpadł na pomysł, że do drzwi i siedzenia kierowcy zostanie przywiązana neonowa linka, która podczas kiedy zatroskany całą masą spraw na głowie tata będzie wysiadał z samochodu pociągnie za fotel i przypomni o wypuszczenie pociech z tylnego siedzenia. Banalne prawda? A jednak nikt inny na to nie wpadł. Teraz wszyscy dumni konstruktorzy mogą ulepszyć dzieło małego chłopca i zapobiec takim sytuacją.
Chciałabym tutaj podać jeszcze jeden przykład prostego rozwiązywania problemu jakim posługuje się dziecko. Grając z kuzynką w jakąś inną odmianę scrabbli na czas, która polega na ułożeniu wyrazu z literek które wypadną na kostkach (im więcej literek użyjemy w wyrazie tym więcej punktów) zawsze przegrywałam. Kiedy przychodziła moja kolej za każdym razem usilnie starałam się szukać wyrazu który ujmie jak najwięcej literek, więc i za każdym razem nim zdążyłam na coś wpaść kończył się czas. Natomiast moja kuzynka zawsze podawała proste rozwiązania "dom, lalka, kot, ptak" i zagarniała punkty. Prostą drogą do zwycięstwa, czyż nie? (:

Jak pomagać, a nie szkodzić?
Jeśli za każdym razem kiedy dziecko zrobi coś "złego" np. prysuje ścianę w salonie, albo coś mu nie wyjdzie będziemy go karcić i upominać, to dziecko zupełnie przestanie próbować, stwierdzi, że nie potrafi i się do tego nie nadaje. U dziecka, które się rozwija wszystko jest nie lada wyzwaniem, więc po pierwsze dajmy mu trochę czasu na dojście do tego co i jak, a po drugie pokażmy mu, że nie wszystko co robi jest takie do końca "złe". Dajmy dziecku pędzel i farbki niech pomaluje swój pokój, jak przyniesie rysunek hipopotama, który będzie wyglądał jak niebieski otyły kot, to powiedzmy super, albo spróbujmy namalować hipopotama z nim wspólnie. Niech dziecko wie, że w każdym jego wysiłku jest odrobina sukcesu.
Kiedy byłam mała któregoś wieczoru rodzice na ścianie pokoju mojego i mojej siostry postanowili zrobić odciski rąk całej rodziny. Wszyscy włącznie z moim małym braciszkiem, który wtedy miał może z rok, albo ciut więcej, odcisnęliśmy łapki umoczone w niebieskiej farbie na pięknie pomalowanej ścianie w pokoju. A ile było przy tym zabawy! Pamiętam do dziś, że miałam dylemat która to prawa, a która lewa ręka, wiec obie umoczyłam w farbie ;p Jeszcze długo, długo później łapki widniały na ścianie, a my mogliśmy porównywać jak szybko mijają lata, a nasze ręce już wcale nie pasują do niebieskich odcisków. Czego nas to nauczyło? Że mazanie po ścianie samemu nie ma najmniejszego sensu, skoro można to robić całą rodzina i dobrze się bawić. Rodzice nie zatrzymali nas słowem "źle", a po prostu zastąpili nasz błąd czymś nad czym będą mieli kontrolę, a jednocześnie zaspokoją naszą ciekawość. Bo widocznie wtedy było dla nas bardzo ważne mazanie po tych idealnych ścianach;p

Dlaczego nauka szkolna zmywa kreatywność z dzieci, jak woda święcona zło z ludzi? 
Ponieważ tam schemat myślenia jest jeszcze bardziej rygorystyczny niż gdziekolwiek indziej. Dzieci w szkole są wręcz ośmieszane jeśli nie robią czegoś tak jak powinny. A skoro maluch nie jest taki jak wszyscy i wychyla się z własnymi pomysłami to jest traktowany jak zły uczeń.
Jedyne miejsca w których dzieci mogą robić to co lubią i rozwijać swoje umiejętności są zajęcia poza lekcyjne, których niestety wciąż jest niewiele. Rysunek, teatr itp. są zajęciami na które najczęściej wybierają się dzieci, aby poszerzać swoje zainteresowania, które podtrzymywali rodzice w okresie kiedy dziecko całe dnie spędzało u boku matki. Tak wiec jeśli maluch był w dzieciństwie zachęcany to poradzi sobie i podczas ciężkiego czasu dla własnej kreatywności jakim jest edukacja szkolna. Bardzo dużo zależy od rodziców. Jeśli jedyną rozrywkę jaką będziemy w stanie zapewnić swoim pociechom jest telewizja i kolorowe płatki na śniadanie, to dziecko wyrzeknie się swojej pomysłowości szybciej niż nam się wydaje. Telewizja, seriale i filmy nas nie edukują i nie rozwijają, to tylko prosty rodzaj rozrywki. Jeśli dziecku nie będziemy czytać, nie zachęcimy go do wspólnej zabawy, a kupując mu pod choinkę prezent za każdym razem wybierzemy grę na konsole zamiast puzzli, lalki bądź pistoletu na wodę to nigdy nie zakorzenimy w nim chęci do samorozwoju. Nie będzie wiedział co zrobić z czasem wolnym i ile frajdy daje pistolet na wodę jeśli za bardzo pozna się na internecie oraz grach komputerowych. Elektronika zaraża i zabija w nas umiejętność efektywnego zarządzania czasem wolnym. Mówię to choćby ze swojego przykładu.
Musimy walczyć, aby wynalazki XXI wieku "nie zjadły nam dzieci".
Moja koleżanka z pracy angażuje się w każdy zwariowany pomysł swojego 5 letniego synaka. Choćby udawanie statku kosmicznego w autobusie wśród tuzina gapiów, którzy uśmiechają się na widok dorosłej kobiety, która trzyma przed sobą niewidzialną kierownice. Nie raz mi opowiada jak dziwne i ciężkie pytania zadaje jej syn, a ona zawsze stara się na nie odpowiedzieć, słucha tego co ma do powiedzenia, ogląda miliony rysunków które narysuje -zawsze specjalnie dla mamy;p i pozwala mu grać w gry karciane których pewnie maluch nawet nie łapie, ale zamiast go stopować wciąż go mobilizuje. Dzięki temu piecze dwie pieczenie na jednym ogniu. Chłopiec jest szczęśliwy bo czuje się zrozumiany, a i jego kreatywność rozwija się bez przeszkód. Prosto do celu, tak jak już mówiłam (:


Wychowajmy dzieci na świadome swoich zalet i talentów społeczeństwo.
Niech nie boją się wyzwań. Bądźmy z nich dumni.


3 komentarze:

  1. Hej.
    Zostałaś nominowana do Liebster Blog Award.
    Więcej informacji tutaj: http://nicziii.blogspot.com/2014/11/liebster-blog-award.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow, ale pęknie to napisałaś <3 Myślałam dokładnie o tym samym, ale ty moje myśli ubrałaś w słowa. Tak właściwie to ja wciąż jestem dzieckiem, bo mam tylko 13 lat. Ciągle się uczę. I gdy pytam się moich rówieśników jaką mają pasję, hobby. Odpowiadają, że internet, albo coś takiego, ale FB nie może być pasją, po prostu NIE! Ja się strasznie cieszę, że mam pasję, którą jest rysowanie. Kocham to <3 Ale teraz trochę o młodszej kuzynce. W te święta dostała tablet i telefon( ja pierwszy telefon dostałam w 1 klasie i był tylko po to by mama miała ze mną kontakt, a no był to telefon po tacie). I tak naprawdę to moja mama chciała jej kupić lalkę, ale dzwoniła do wujka i pytała się jaką lalkę by chciała. On odpowiedział, że lalki "kategorycznie NIE". Stwierdził, że jest za DUŻA na lalki, a ma tylko 6 lat!! Ja bawiłam się lalkami strasznie długo, przynajmniej do 5 klasy. Uwielbiałam tworzyć historię lalek. Ale najgorsze jest to, że kuzynka bardzo chciała dostać lalkę, tylko jej rodzice stwierdzili, że już się nie bawi. Było to smutne, bo takimi zachowaniami właśnie oni zabijają jej kreatywność. Ja osobiście uważam, ze tablet to najbardziej niepotrzebny gadżet EVER, zwłaszcza dla dzieci. Uff, ale się rozpisałam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej pięknie, tak to jest jak się szybko pisze :D

      Usuń